Plany wprowadzenia systemu handlu emisjami ETS2 budzą uzasadnione obawy ekonomistów. Z najnowszych szacunków analityków ING Banku Śląskiego wynika, że mechanizm ten może stać się potężnym impulsem proinflacyjnym. Przy założeniu ceny pozwolenia na poziomie 59 euro za tonę CO2, inflacja w Polsce może wzrosnąć nawet o 2,3 punktu procentowego.
Uderzenie w logistykę i przemysł
Dla sektora B2B, a w szczególności dla firm produkcyjnych i logistycznych, ETS2 oznacza skokowy wzrost kosztów operacyjnych. Opodatkowanie emisji z transportu uderzy bezpośrednio w łańcuchy dostaw, podrażając każdy kilometr przewożonego towaru. Do tego dojdą rosnące koszty utrzymania hal przemysłowych i magazynowych.
Eksperci ING wskazują, że choć rząd dysponuje instrumentami osłonowymi (m.in. Społeczny Fundusz Klimatyczny), to skala podwyżek może okazać się trudna do pełnego zamortyzowania. System ten de facto przenosi koszty polityki klimatycznej bezpośrednio na przedsiębiorstwa i odbiorców końcowych.
Widmo ETS2 przesunięte, ale nie zneutralizowane
Komisja Europejska, widząc ryzyko buntu gospodarczego, zaproponowała zmiany w rezerwie stabilności rynkowej (MSR). Mechanizm ma interweniować, gdy cena uprawnień przekroczy 45 euro (w cenach z 2020 r.), co realnie odpowiada około 60 euro w momencie wejścia systemu w życie.
Ministrowie środowiska UE uzgodnili co prawda przesunięcie startu ETS2 z 2027 na 2028 rok, a Polska walczy o jeszcze dłuższe, trzyletnie odroczenie. Nie zmienia to jednak faktu, że ETS2 pozostaje tykającą bombą kosztową, która – choć z opóźnieniem – w końcu uderzy w rentowność polskiego biznesu.
ETS2 miał objąć w 2027 r. emisje z paliw kopalnych wykorzystywanych w transporcie drogowym i do ogrzewania budynków.
Źródło: PAP Biznes