Miliardy wyrzucone na wiatr? Czas skończyć z mitem zielonej potęgi wiatraków

Branża lobbująca za rozwojem farm wiatrowych bije na alarm, twierdząc, że w Polsce brakuje miejsca na nowe instalacje i domaga się zmiany prawa – podaje Adam Kosierdzaki w artykule opublikowanym na WNP. Jednak zamiast liberalizować przepisy pod dyktando inwestorów, powinniśmy zadać sobie pytanie czy ten opór nie jest naturalnym mechanizmem obronnym gospodarki i państwa. Gdy my dyskutujemy o stawianiu nowych turbin, Niemcy, stawiani w przez przedstawicieli branży OZE za wzór transformacji, zaczynają weryfikować swoje "zielone" marzenia, demontując nierentowne farmy i przepraszając się z konwencjonalnymi źródłami energii.
Wiatraki na tle ciemnych chmur
Mnożą się wątpliwości na temat efektywności energetyki wiatrowej. / Fot. Freepik / EyeEm

Dyskusja o przyszłości polskiej energetyki co jakiś czas rozgrzewa media. Tym razem pretekstem stały się narzekania przedstawicieli sektora wiatrowego, którzy podczas niedawnego forum w Warszawie wskazywali, że przy obecnych regulacjach pod inwestycje wiatrowe nadaje się mniej niż 1 proc. powierzchni Polski, o czym pisze WNP w artykule „Na nowe wiatraki w Polsce nie ma miejsca, a na nasze firmy czekają miliardy”. Postulują oni drastyczne zmiany w prawie, powołując się na przykład niemiecki.

Warto jednak spojrzeć na te żądania chłodnym okiem i zastanowić się, czy ślepe podążanie ścieżką wytyczoną przez Berlin nie zaprowadzi nas na gospodarcze manowce.

Geografia i bezpieczeństwo mówią „sprawdzam”

Lament branży nad „brakiem miejsca” wynika z prostego faktu – Polska jest krajem stosunkowo równomiernie zaludnionym, do tego o specyficznych uwarunkowaniach przyrodniczych i geopolitycznych. Ograniczenia, które inwestorzy nazywają „barierami”, w rzeczywistości pełnią funkcję ochronną.

Tereny wojskowe, korytarze powietrzne czy strefy radarowe zajmują znaczną część kraju nie bez powodu – w dobie niepokojów za wschodnią granicą priorytetem musi być obronność, a nie stawianie masztów zakłócających pracę systemów obrony powietrznej.

Również bufory odległościowe od zabudowań (słynne 700 metrów) to odpowiedź na realny sprzeciw społeczny. Mieszkańcy wsi i małych miasteczek nie chcą żyć w cieniu gigantycznych turbin, a ich głos powinien ważyć więcej niż excelowe tabelki deweloperów OZE. Forsowanie tych inwestycji na siłę, wbrew woli lokalnych społeczności, to gotowy przepis na konflikty społeczne, a nie na zrównoważony rozwój.

Niemiecki „wzór” do naśladowania czy kolos na glinianych nogach?

Zwolennicy wiatraków chętnie przywołują Niemcy jako przykład, do którego powinniśmy się upodabniać. Tymczasem realia u naszych sąsiadów coraz mocniej odbiegają od propagandowych przekazów. Dowodem na to jest los farmy wiatrowej Alpha Ventus na Morzu Północnym. Ta pionierska inwestycja, zamiast pracować do 2035 roku, idzie do rozbiórki już teraz. Powód? Czysta ekonomia.

Gdy skończyły się rządowe subsydia gwarantujące 15 eurocentów za kWh, a stawka spadła do rynkowych niespełna 4 eurocentów, „zielona” energia okazała się deficytowa. To brutalnie obnaża prawdę o OZE – bez kroplówki z pieniędzy podatników ten biznes często traci rację bytu.

Co więcej, w Nadrenii Północnej-Westfalii koncern RWE posunął się jeszcze dalej, demontując turbiny wiatrowe, by zrobić miejsce… dla kopalni węgla brunatnego Garzweiler.

Czy naprawdę chcemy naśladować model, w którym niestabilne źródła są tak nieefektywne, że trzeba je zastępować powrotem do paliw kopalnych lub innym zapleczem energetycznym?

Atom – jedyny fundament stabilnego rozwoju energetycznego

Zamiast pokrywać kolejne tysiące kilometrów kwadratowych niepewnymi wiatrakami, które i tak wymagają rezerwowania mocą konwencjonalną, Polska powinna skoncentrować wysiłki na energetyce jądrowej.

Jeden blok elektrowni atomowej zajmuje ułamek powierzchni potrzebnej dla farmy wiatrowej o tej samej mocy, a co najważniejsze – pracuje niezależnie od pogody. Społeczeństwo, gospodarka i przemysł potrzebują stabilnego zasilania, a nie energii zależnej od warunków atmosferycznych. Niepewność dostaw i konieczność utrzymywania podwójnej infrastruktury (OZE plus rezerwa) generują koszty, które finalnie obciążają polskie firmy, obniżając ich konkurencyjność, i podatników.

Dlatego zamiast szukać na siłę miejsca dla wiatraków tam, gdzie go nie ma, skupmy się na budowie polskiego atomu. To technologia bezpieczna, zajmująca mało miejsca i – w przeciwieństwie do wiatraków – dająca gwarancję, że prąd popłynie w gniazdkach również w bezwietrzne dni.

Źródło: WNP.pl

Może Cię zainteresować

6 państw UE apeluje o rewizję polityki klimatycznej. „Koniec z ideologicznym dogmatyzmem”

ETS2 może zrujnować walkę z inflacją. System handlu emisjami uderzy w przemysł i konsumentów

6 państw UE apeluje o rewizję polityki klimatycznej. „Koniec z ideologicznym dogmatyzmem”

ETS2 może zrujnować walkę z inflacją. System handlu emisjami uderzy w przemysł i konsumentów