Czy wojna na Bliskim Wschodzie zagraża fizycznym dostawom paliw do Polski? Problem leży gdzie indziej

Eskalacja konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie i zablokowanie strategicznych szlaków handlowych budzą zrozumiały niepokój o stabilność dostaw surowców energetycznych do Europy. Polskie władze oraz giganci paliwowi zabrali głos w sprawie bezpieczeństwa naszych rezerw. Sprawdzamy, czy napięta sytuacja geopolityczna przełoży się na drastyczny wzrost kosztów funkcjonowania rodzimego przemysłu.
Tankowiec LNG na morzu
Sytuacja na Bliskim Wschodzie nie pozostaje obojętna dla polskiej gospodarki. / Fot. Freepik / Nick Fox

Zablokowana cieśnina Ormuz i wstrzymana produkcja gazu

Atak Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran wywołały natychmiastową reakcję łańcuchową w globalnej logistyce surowcowej. Władze w Teheranie blokując cieśninę Ormuz, zaburzyły strategiczne przepływy paliw w światowym transporcie ropy naftowej oraz skroplonego gazu ziemnego. Sytuację dodatkowo komplikuje uderzenie dronów na instalacje energetyczne w Katarze, co zmusiło tamtejszy rząd do wstrzymania produkcji LNG.

Dla globalnego rynku to potężny wstrząs, ponieważ państwo to odpowiada za blisko 20 proc. światowych dostaw tego surowca. Jak zauważa Agata Łoskot-Strachota z Ośrodka Studiów Wschodnich w wywiadzie dla Radia ZET, nasz kraj jest jednym z europejskich konsumentów katarskiego błękitnego paliwa. Roczny import do Polski z tego kierunku waha się w granicach od 2,2 do 2,7 mld metrów sześciennych.

Ekspertka OSW prognozuje, że w przypadku przedłużania się sytuacji kryzysowej, globalni odbiorcy będą zmuszeni do poszukiwania alternatywnych szlaków transportowych lub sięgnięcia po rezerwy. W kontekście ropy naftowej z Zatoki Perskiej istnieje możliwość przekierowania około połowy wolumenu do rurociągów omijających zablokowaną cieśninę, skąd surowiec może trafić na statki płynące przez Morze Czerwone i Kanał Sueski.

Paliwa dla Polski bezpieczne, gigant i rząd uspokajają

Mimo tak napiętej sytuacji, krajowe podmioty odpowiedzialne za bezpieczeństwo energetyczne tonują nastroje. Koncern Orlen wydał oficjalny komunikat, w którym jednoznacznie zaprzecza, by istniało ryzyko dla ciągłości dostaw na rynek krajowy oraz dla pracy polskich rafinerii. Przedstawiciele spółki argumentują, że firma po prostu nie sprowadza ropy naftowej szlakiem wiodącym przez cieśninę Ormuz. Strategia dywersyfikacji źródeł pozwala na import surowca z basenu Morza Śródziemnego, Afryki Północnej i Zachodniej, obu Ameryk, a także ze Skandynawii.

Władzom Orlenu wtórują przedstawiciele rządu. Wojciech Wrochna, wiceminister energii i pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, zapewnia o wysokim poziomie przygotowania państwa. – Mamy dosyć zdywersyfikowane systemy i kierunki dostaw. Jesteśmy też zabezpieczeni, jeżeli chodzi o nasze magazyny i infrastrukturę – podkreśla wiceminister. Zaznacza również, że w kwestii ropy Polska posiada wszystkie niezbędne zapasy wymagane prawem międzynarodowym, a magazyny gazu pozostają stosunkowo pełne, nawet po niedawnej, wymagającej zimie.

Istotnym buforem pozostają także zapasy obowiązkowe i strategiczne, które pozwalają na elastyczne zarządzanie kryzysowe w przypadku przejściowych zawirowań w handlu międzynarodowym.

Prawdziwe niebezpieczeństwo czai się w cenach hurtowych

Brak fizycznego zagrożenia przerwami w dostawach surowca nie oznacza jednak, że polski przemysł wyjdzie z tego kryzysu bez szwanku. Prawdziwym wyzwaniem dla przedsiębiorstw produkcyjnych i logistycznych będą rosnące koszty. Już teraz widać nerwowe ruchy na światowych rynkach hurtowych, co niebawem odczują odbiorcy końcowi.

Źródła rynkowe wskazują, że głównym czynnikiem ryzyka wcale nie są same notowania baryłki ropy, ale ograniczona przepustowość globalnych rafinerii oraz szybujące ceny gotowych paliw. Im dłużej potrwa blokada szlaków i wstrzymanie produkcji na Bliskim Wschodzie, tym mocniej w górę pójdą stawki na stacjach benzynowych i w kontraktach hurtowych dla biznesu.

Dla polskiej gospodarki oznacza to silny impuls inflacyjny. Wyższe koszty transportu i produkcji nieuchronnie przełożą się na ceny towarów i usług. W dalszej perspektywie taki scenariusz może wymusić na Radzie Polityki Pieniężnej rewizję planów i utrzymanie lub nawet podniesienie stóp procentowych, co bezpośrednio uderzy w zdolności inwestycyjne polskich firm i może przynajmniej częściowo hamować rozwój wielu branż.

Źródła: Radio ZET, Money.pl, Business Insider Polska

Może Cię zainteresować

Cenrtum Warszawy

Wskaźnik PMI w górę i najlepsze prognozy od 4 lat. Przemysł powoli wychodzi z dołka?

Widok na nowoczesne budynki Warszawy

GUS podał szacunek PKB za 2025 rok. Polska gospodarka urosła o 3,6 proc.

Pracownik w fabryce na stanowisku pracy

GUS zafundował zimny prysznic. Nowe zamówienia w przemyśle zanotowały spadek o 30,6 proc

Widok pracownika przy linii produkcyjnej

Odczyt GUS przebił prognozy analityków. Mocne zamknięcie 2025 roku w przemyśle

Cenrtum Warszawy

Wskaźnik PMI w górę i najlepsze prognozy od 4 lat. Przemysł powoli wychodzi z dołka?

Widok na nowoczesne budynki Warszawy

GUS podał szacunek PKB za 2025 rok. Polska gospodarka urosła o 3,6 proc.

Pracownik w fabryce na stanowisku pracy

GUS zafundował zimny prysznic. Nowe zamówienia w przemyśle zanotowały spadek o 30,6 proc

Widok pracownika przy linii produkcyjnej

Odczyt GUS przebił prognozy analityków. Mocne zamknięcie 2025 roku w przemyśle