Listopadowe dane o produkcji przemysłowej, wskazujące na spadek o 1,1 proc. rdr, okazały się negatywnym zaskoczeniem dla rynku, jednak nie zachwiały głównymi założeniami makroekonomicznymi.
Jak podaje portal forsal.pl, powołując się na analizy Biura Analiz Makroekonomicznych PZU, scenariusz bazowy nadal zakłada wzrost PKB Polski na poziomie około 3,6 proc. – zarówno w kończącym się roku 2025, jak i w nadchodzącym 2026.
Konsumpcja niweluje gorsze wyniki przemysłu
Słabsze wyniki rodzimych fabryk to w dużej mierze efekt dekoniunktury w strefie euro, zwłaszcza w Niemczech, gdzie wskaźniki PMI sugerują kurczenie się aktywności wytwórczej. Polska gospodarka posiada jednak skuteczne amortyzatory.
Cytowany przez forsal.pl główny ekonomista PZU – Dawid Pachucki – wskazuje na solidne fundamenty popytu krajowego. Spadająca inflacja (2,5 proc. w listopadzie) oraz dynamiczny wzrost płac (ponad 7 proc.) utrzymują siłę nabywczą konsumentów na wysokim poziomie. Potwierdzają to wskaźniki ufności konsumenckiej, które w grudniu osiągnęły poziomy niewidziane od 2019 roku.
Inwestycje wchodzą na wyższy bieg
Drugim filarem wzrostu są inwestycje, które skutecznie opierają się ogólnemu spowolnieniu. Warto odnotować, że mimo spadków w ogólnym przemyśle, produkcja dóbr inwestycyjnych wzrosła w listopadzie o 3,7 proc.
Eksperci przewidują, że prawdziwy boom inwestycyjny dopiero przed nami. Historyczne wzorce wskazują, że szczyt dynamiki inwestycji przypadnie na pierwszą połowę 2026. Jeśli absorpcja środków unijnych przyspieszy bardziej dynamicznie, niż zakłada to ostrożny scenariusz bazowy, to rzeczywistość może nawet przebić obecne szacunki.
Polska gospodarka, oparta na dwóch solidnych fundamentach – konsumpcji i inwestycjach publicznych – wydaje się więc dobrze przygotowana na nadchodzące kwartały.
Źródło: forsal.pl